piątek, 17 kwietnia 2015

Pyszne placki z kaszy jaglanej

Pokaż mi swoje oceny a powiem Ci jak bardzo nie mają one znaczenia. Może to mało wychowawcze, ale taką zasadę wyznaję i tego będę się trzymać. 
Otwieram swój indeks i czytam: 
- podstawy zagadnień elektrotechnicznych - db
- inżynieria materiałowa - db +
- zarządzanie produkcją budowlaną - bdb

To nic, że studiowałam zarządzanie i marketing, jestem więcej niż pewna, że kilka lat temu nie przespałam kilku nocy i zaczytywałam się informacjami na temat budowy materii, a teraz... niczego już nie pamiętam i gdybym z tych przedmiotów miała dostateczny zamiast "wykutej" piątki moje życie raczej nie uległoby diametralnej zmianie ;)

Patrzę jak Julka spędza kolejne i kolejne godziny nad książkami, uczy się tego gdzie na mapie jest Kircholm nie mając czasu na spędzenie czasu z rodzicami. Podłamana mówi o dwudziestym sprawdzianie w tym miesiącu i o tym, że musi poprawić mierną z chemii... no właśnie czy musi? 

Jeżeli o mnie chodzi to nie. Ważniejsze są dla mnie jej ambicje, starania i wiedza, która czasami nie mieści się w przedziałach określonych przez Ministerstwo. Mówię jej wtedy, że ma się uczyć dla siebie a nie dla ocen, że mnie osobiście trójka z fizyki nie rusza, śmiem twierdzić, że ta trójka czy też piątka w żaden sposób nie położy się na jej przyszłe życie. 
Patrzę na swoje otoczenie, znajomi kończący najlepsze szkoły, którzy zaczytani w inżynierii materiałowej czy logistyce przedsiębiorstw, wiecznie poprawiający czwórki na piątki, nie mieli czasu na poszerzanie horyzontów, odkrywanie pasji czy zdobywanie umiejętności społecznych. A tak na dobrą sprawę, to gdzie zajdziemy zależy bardzo od naszych umiejętności nawiązywania kontaktów, empatii czy fascynacji czymś więcej niż wyniki zdanego egzaminu. 

Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że wyniki w nauce nie mają zupełnie żadnego znaczenia, ale nie dajmy się zwariować. Słysząc jak znajoma mama opowiada, że jest załamana bo jej syn nie uzyskał 100% punktów na egzaminie gimnazjalnym, jej zdaniem mającym wpływ na całe jego życie, cieszę się, że moja mama była dumna z moich dobrych ocen a gdy mówiłam jej o dwójce z fizyki zadawała mi pytanie "myślisz, że to będzie miało w przyszłości jakieś znaczenie"? i na pocieszenie robiła mi smażony chleb z serem ;)

Ja na pocieszenie zrobiłam Julce jej ulubione placki z kaszy jaglanej. Na chwilę obecną królują w naszej "plackowo-naleśnikowej" kuchni. Polewam je ulubionym sosem owocowym, smaruję musem z jabłek lub po prostu posypuję cukrem pudrem. 
Julka zajada sporą porcję placków i po smutku z powodu chemii nie ma już śladu ;)





Składniki na około 10 placków:
  • 2 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
  • 1 jajko
  • ½ łyżeczki proszku do pieczenia
  • ½ łyżeczki sody
  • 5 płaskich łyżek mąki ryżowej lub kokosowej
  • 2 łyżeczki cukru z wanilią
  • 4 łyżki jogurtu naturalnego lub śmietany 18%
  • 2 łyżki cukru pudru
  • Olej do smażenia

Przygotowanie:
Kaszę jaglaną płuczemy trzykrotnie pod bieżącą wodą, dodatkowo dwukrotnie przelewamy wrzątkiem i ponownie płuczemy, następnie odcedzamy. Kaszę gotujemy do miękkości w proporcji 1 szklanka kaszy na 2 szklanki wody. 

W misce umieszczamy ugotowaną kaszę, jajko, proszek do pieczenia, sodę, mąkę, cukry oraz jogurt. Całość miksujemy, pamiętając, że ciasto na placki nie powinno mieć gładkiej konsystencji. Moim zdaniem fajnie gdy wyczuwamy fakturę kaszy jaglanej.

Na patelni rozgrzewamy tłuszcz, średniej wielkości placki smażymy na złoty kolor. Podajemy na ciepło, posypane cukrem pudrem lub z dodatkiem sosu owocowego.

Do przygotowania sosu owocowego:
  • 400 g mrożonych owoców (ja wykorzystałam mieszankę: maliny, jeżyny, porzeczki i jagody)
  •  3 płaskie łyżki cukru trzcinowego

W garnku umieszczamy owoce wraz z dodatkiem cukru, zagotowujemy na małym ogniu, od czasu do czasu mieszając. Gdy owoce będą już miękkie, garnek odstawiamy z ognia.

Smacznego!  


17 komentarzy:

  1. Oj Gosiu ale mi nimi apetytu narobiłaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taka zemsta za Twoje pyszności ;)

      Usuń
  2. Placki wyglądają obłędnie.
    Ja w liceum nie uczyłam się w ogóle, ale jakoś zawsze łatwo przychodziła mi nauka. Teraz na studiach absolutnie nie obchodzi mnie to, jakie mam oceny, liczy się, żeby zdać; D Poza tym raczej nie wiążę z tym mojej przyszłości, więc już w ogóle nie wiem czy mam jakąś motywację. Choć podobno temat na magisterkę mam bardzo ambitny i, kiedy mój promotor go usłyszał, powiedział, że bardzo się cieszy, że do niego przyszłam. Oceny to marna motywacja do nauki. Liczy się to, co zostanie nam potem w głowie; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak! a jaki wybrałaś temat? rozbudziłaś moją ciekawość :)

      Usuń
    2. Ocena stanu funkcjonalnego osób z dystrofią mięśniową na przestrzeni życia. Mój promotor powiedział, że idealnie byłoby, gdybym dotarła do źródła, które mówi o tym, jakie dokładnie geny uległy mutacji przy każdym przypadku. Wtedy będzie to praca powyżej magisterki i będę ją mogła opublikować pod późniejszy ewentualny doktorat; ))

      Usuń
    3. Ło matko.. podziwiam, serio. Takie prace coś istotnego wnoszą w życie innych ludzi a nie jak moja ;) ja pisałam o franchisingu czyli mcdonald's i takie tam ;)
      A można wiedzieć co studiujesz? :)

      Usuń
    4. Fizjoterapia. Kierunek świetny, bardzo szlachetny i gdybym jeszcze miała to poczucie, że chcę to robić w przyszłości to byłoby cudownie. Żałuję, że nie potrafię tak, jak moi znajomi zaangażować się w tą pracę, bo tak, jak mówię, bez fizjoterapii ludzie byliby przykuci do łóżka. I zawsze strasznie irytuje mnie, kiedy ktoś myśli, że fizjoterapia to tak naprawdę fizykoterapia i masaże lub prądy. Myślę, że mogę pokusić się o stwierdzenie, że fizjoterapeuci też leczą i mają czasem o wiele większą wiedzę niż lekarze. Niestety ja chyba nie nadaje się do tego zawodu...

      Usuń
    5. Angie dlaczego myślisz, że się nie nadajesz?

      Usuń
    6. Nie czuję w sobie tej pasji, zaangażowania do działania, a to chyba najważniejsze? Zobaczymy, co przyniesie przyszłość, ale ja już chyba zdecydowałam- nie będę robić niczego wbrew siebie; )

      Usuń
    7. Prawidłowe podejście do życia :)

      Usuń
  3. I prawidłowo! Ja w tym roku, a raczej można już powiedzieć, że w następnym tygodniu (wtorek, środa, czwartek), piszę egzaminy gimnazjalne, które decydują o mojej przyszłości. Stres niesamowity, kucie się i nieprzespane noce...dla mnie to chore. Marzy mi się dietetyka, ale muszę być dobra z chemii i fizyki. Te dwa przedmioty to u mnie kiepska sprawa, ale za to z techniki żywienia i biologi mam same 5! Ale nie...chemia też musi być na 5... :/ Moja kuzynka studiuje teraz dietetykę właśnie i mówi mi, że chemii to nie ma prawie wcale i to co uczyła się w szkole to już nie pamięta. Ale to przecież nie ważne. Te głupie procedury...

    Cudne te placki, idealne na śniadanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natalie, trzymam wszystkie kciuki mocno zaciśnięte! Dietetyka to super sprawa, sama mam koleżankę, która jest dietetykiem klinicznym (chyba jednym z lepszych w Polsce) i widzę, że ta praca przynosi jej mnóstwo satysfakcji - także mam nadzieję, że Ci się uda. Pamiętaj jednak, że dietetykę zawsze możesz zacząć studiować ;) dla Iwony to był chyba trzeci jej kierunek :) Powodzenia!!!!!!!

      Usuń
  4. z "wstępniakiem" jak najbardziej się zgadzam :D a co do placuszków to wyglądają mega zachęcająco i na pewno skorzystam z przepisu <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam pytanie techniczne: czy z jednej szklanki surowej kaszy wyjda dwie szklanki kaszy ugotowanej?

    OdpowiedzUsuń

Bardzo się cieszę, że odwiedziłaś/eś moją stronę. Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie znak w postaci komentarza :))

WYDRUKUJ PRZEPIS

PODZIEL SIĘ :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...