środa, 18 marca 2015

Kopytka jaglane z cynamonem

"Aktywność fizyczna wśród dwunastolatków" - taki temat pracy magisterskiej wybrała jedna z moich znajomych. Jako mama piętnastolatki, instruktorka fitness i obserwatorka aktywności nie tylko dwunastolatków jestem bardzo zainteresowana spostrzeżeniami, które opisze moja koleżanka. Niestety, ja nie mam najlepszego zdania na ten temat. Oczywiście nie chcę generalizować bo sama znam wielu bardzo aktywnych nastolatków, którzy dbają o swoją sprawność i zdrowie już w tak młodym wieku, jednak obok tych dobrych przykładów spotykam się z młodymi ludźmi, których rodzice są sprawniejsi od nich. 

Ostatnio dyskutowałyśmy z Julią na temat lekcji WF w szkole. Porównywałyśmy jak lekcje wyglądają teraz a jak wyglądały w czasach, gdy ja chodziłam do szkoły podstawowej. Opowiadając Julia dodała, że jest raczej lubiana przez Panią. Stwierdziłam, że Pani ją lubi pewnie z tego względu, że jest bardzo wysportowaną osobą i jej aktywność fizyczna jest doceniana przez nauczyciela. Odpowiedź Julii mnie zamurowała... Julka jest lubiana przez Panią bo.... ćwiczy na lekcji. Nie ważne jak, ważne że ćwiczy..... 

Powiem szczerze, że zupełnie nie potrafię tego zrozumieć. Przecież tych uczniów ktoś zwalnia z lekcji, ktoś pisze im usprawiedliwienia czy niestety nawet załatwia zwolnienia. Nie rozumiem tego jako mama piętnastolatki, która uważa, że wspólne spędzanie czasu np. podczas aktywnego wypoczynku jest budowaniem w dziecku bardzo istotnych nawyków, które zaprocentują już w niedalekiej przyszłości. Nie rozumiem tego jako instruktorka, która od szesnastu lat spotyka się z otyłością wśród młodych ludzi, otyłością, która wynika ze złych nawyków żywieniowych i braku ruchu. Wkurza mnie widok grubego dziecka, które jest karmione frytkami, wkurza mnie widok zakupów robionych przez młodych rodziców, którzy na taśmę w supermarkecie wykładają pudełka z mlecznymi kanapkami, słodzone soki, lizaki, pieczywo tostowe i gotowe spody do pizzy. Obok tego nie uświadczysz kawałka ogórka, kiełka czy chociażby jabłka. Wkurza mnie to, serio.... Sama też od czasu do czasu, do kosza w sklepie, wkładam paczkę chipsów, ulubione żelki i gazowany napój. Moje życie nie polega na liczeniu kalorii czy odmawianiu sobie drobnych przyjemności, ale równocześnie dbam o aktywność fizyczną i świadomość, że tego typu odstępstwa nie mogą gościć każdego dnia w menu moim czy mojej rodziny. 

Nasze dzieci mają tyle możliwości, których my nie mieliśmy. Szkoły tańca, boiska, skate parki, rolki.....  Strasznie to zabrzmi, ale gdy ja byłam w ich wieku... ;) była piłka, guma do skakania i rower, ale to dopiero po pierwszej Komunii, no chyba, że ktoś miał pecha i zamiast wymarzonego składaka dostał zegarek ;)
Grzeszmy kulinarnie z głową a potem biegajmy, spacerujmy, pedałujmy! Najlepiej całą rodziną!

A jak już o grzechach kulinarnych mowa to z tego grzechu już dwukrotnie "spowiadałam" się na sali fitness, ale było warto.
Kasza jaglana niezmiennie mnie czaruje. W plackach, deserach a teraz i kopytkach. Połączyłam je z serem aby były bardziej kremowe. Już po ugotowaniu, posypane cukrem są przepyszne, ale dla mnie wersja kopytek podsmażanych na maśle rozwala system ! Polecam! 





Składniki na około 30 sztuk:
  • 1,5 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
  • 100 g sera ricotta
  • 1 jajko
  • 1/2 szklanki mąki jaglanej
  • 1/2 szklanki mąki ryżowej (zamiast mąki jaglanej i ryżowej można użyć tylko 1 szklankę mąki ryżowej)
  • 3 łyżki cukru pudru
  • 1 łyżeczka cynamonu



Dodatkowo:

  • Masło do podsmażenia kopytek
  • Cukier trzcinowy do posypania



Przygotowanie:

Aby ugotować kaszę jaglaną, która nie będzie gorzka należy pamiętać o kilku zasadach:
  • Kaszę kilkukrotnie płuczemy pod bieżącą wodą, do momentu aż woda będzie przeźroczysta.
  • Następnie przelewamy ją wrzątkiem, odcedzamy i wsypujemy do gotującej się wody.
  • Kaszę gotujemy w wodzie w stosunku 1 szklanka kaszy na 2 i 1/4 szklanki wody.
  • Gotujemy ją na małym ogniu.
  • Po ugotowaniu zostawiamy pod przykryciem na 5 minut, studzimy.



W misce umieszczamy kaszę, ser oraz jajko. Całość miksujemy do uzyskania w miarę gładkiej konsystencji. Dodajemy mąki (lub tylko mąkę ryżową), cukier puder oraz cynamon. Gdyby ciasto było zbyt luźne dodajemy jeszcze odrobinę mąki ryżowej. Z ciasta formujemy grubsze wałki, odrobinę je spłaszczamy i tniemy po przekątnej na 3 cm kawałki.

Do gotującej się wody wrzucamy kopytka i gotujemy około 1 minutę, licząc czas od momentu wypłynięcia kopytek na powierzchnię wody.

Na patelni rozgrzewamy ½ łyżki masła, wrzucamy kopytka i podsmażamy na złoty kolor. Podajemy na ciepło posypane cukrem trzcinowym. 

Smacznego!

12 komentarzy:

  1. Deli, jak byłam w podstawówce to zasadniczo wszyscy ćwiczyli, później guma, latanie nad jeziorem i po bunkrach, na Komunię zegarek i... rower ;) :) :). W liceum na WF-ie z chłopakami tylko ja i Magda ćwiczyłyśmy, a pozostałe laski ciągle COŚ... Ja już wtedy się wkurzałam...
    I też się wkurzam jak widzę to sztuczne jedzenie i grube dzieci... Wtedy patrzę na rodziców i myślę "aHa.., jasne..., mamusia tak Cie urządziła...", ale hamuję się i nic nie mówię...
    Także ten tego.., zgadzam się z Twym oglądem na świat nastolatków, o Pani ;)

    A kopytka do przygarnięcia, bo ślinka leci :) TAK cudownej wersji ( składniki plus zdjęcia ma się rozumieć :)) jeszcze nie widziałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie Słońce!! Ja też się gryzę w język bo nic na siłę, przykład musi iść od rodziców. Oczywiście gdy ktoś mnie pyta to mówię co widzę i zawsze mówię szczerze, uświadamiając rodziców, że to w ich rękach leży zdrowie dzieci.

      a za komplementy najszczersze Dziękuję :***

      Usuń
  2. Znak zostawiam, kopytka zrobię :-).
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja unikam lekcji w-f bo po prostu na niej wyżywają się moje ''koleżanki'' ;) Jestem słaba i niezbyt silna, a one to bezczelnie wykorzystują i np:. rzucają we mnie z całej siły piłką aż mam siniaki...ba! Nawet i wylewy. Nauczycielka da pouczenie, nawet czasem leci po punktach z zachowania, ale to nic nie daje i tak jestem kozłem ofiarnym. Więc ja unikam w-f jak tylko się da, ale ćwiczę w domu! ;) Muzyka, cisza, spokój, zero stresów i mogę sobie odpocząć z ulubioną aktywnością fizyczną :)

    Kopytka kocham! Jaglane mi jeszcze mi obce, ale coś czuję, że zrobię prędko ;) Te z cynamonem i jogurtem to smak mojego dzieciństwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykre to bardzo :( Ale fajnie, że pomimo takiego fatalnego podejścia ze strony grupy i nawet nauczyciela masz zapał do ćwiczeń! To się chwali jeszcze bardziej. Tak trzymaj Natalie i nie daj się!!! Ja trzymam kciuki i ciepło pozdrawiam :*

      Usuń
  4. Deli te zdjęcia mnie zauroczyły !!!
    Przepis też - kopytka jaglane są bardzo intrygujące ale te zdjęcia <3 Love love love :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnio miałam zajęcia w szpitalu na oddziale pediatrycznym w szpitalu, rozmawialiśmy z lekarką- alergologiem, która toczy odwieczny bój z nauczycielami wf-u, bo owszem są czasem dzieciaki, które nie mogą wykonywać pewnych ćwiczeń fizycznych, mając na przykład astmę oskrzelową. Powód jest prosty- niektóre aktywności mogą wywołać niekontrolowaną obturację oskrzeli i duszność. ALE tych aktywności jest raptem parę, można je zliczyć na palcach jednej ręki i mądry lekarz piszę notatkę do nauczyciela, których ćwiczeń dane dziecko wykonać nie może. Jednak nauczyciele w swoich sylabusie mają postawione granice- albo dzieciak wykona daną aktywność albo nie i ma jedynkę. Żadnej wzmianki o chorobie. I ci rodzice znowu przychodzą do lekarza i skarżą się, że dziecko ma złe oceny z wf-u. Tak więc są dwie strony medalu- to nie tylko lekarze są winni, choć też są i tacy, którzy zwalniają z zajęć fizycznych bez powodu. Niestety polskie instytucje do spraw edukacji też popełniają błędy. Ja nie wyobrażam sobie życia bez choć cienia aktywności fizycznej. Pracuję, studiuję dziennie, muszę się uczyć, prowadzę bloga i potrafię znaleźć ten czas na ćwiczenia. Trzeba jedynie się zorganizować, a dzieci mają o wiele prościej. Ale żyjemy w czasach komputerów i ogromnych problemów z otyłością, złą postawą i problemami kardiologiczno- pulmonologicznymi u dzieci. Taka trochę współczesna paranoja.
    Rozpisałam się i nie wspomniałam o kopytkach- świetne są, cynamonu nigdy nie odmówię; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Angie totalna zgoda! Tak jak piszesz. Do mnie czasami zwracają się rodzice otyłych dzieci z prośbą o radę co robić... a ja pytam skąd się wzięła ta otyłość, czy to wynik np. niedoczynności tarczycy i w 99% przypadków słyszę "no dziecko zajada się chipsami, kupuje sobie czekoladę".... a ja pytam czy dziecko zarabia pieniądze żeby kupować sobie tego typu śmieciowe jedzenie? Niestety rodzice nie weryfikują tego co z pieniędzmi robi dziecko a po drugie nie pilnują żeby w domu nie było tego typu pokus. I tak od chipsów do lodów i po kilku latach mamy otyłość i problemy zdrowotne u "podstawówkowych" dzieci a potem w sumie się nie dziwię, że dzieciaki nie chcą ćwiczyć na lekcjach wf, bo niestety ich rówieśnicy są bezwzględni. Zgadzam się również z tym, że bardzo często nauczycielom się nie chce... nie chcę oczywiście generalizować bo spotykam się z zaangażowanymi pedagogami, ale jak Julia zdaje mi relacje z niektórych szkolnych akcji to ręce mi opadają i zastanawiam się czy tak dużo niektórych pedagogów kosztuje zaangażowanie w to co się robi? Prosty przykład, Julia pokazuje mi jak mają wykonywać tzw. brzuszki. Od takiego podejścia odeszło się wieki temu... gdy pyta nauczyciela czy robiąc to ćwiczenie nie obciąża się odcinka szyjnego w odpowiedzi słyszy.... ja się na tym znam, Ty nie.... co miałam zrobić, powiedziałam dziecku, że biorę to na siebie, ma nie wykonywać tego ćwiczenia, nawet kosztem oceny niedostatecznej.... Podsumowując ;) Angie, chyba jak w każdym zawodzie są zaangażowani nauczyciele i są też tacy, którzy przychodzą na kilka godzin i chcą mieć po prostu święty spokój :(

      Usuń
  6. Nie powiem, żebym była aktywna fizycznie ale w podstawówce i liceum nie wyobrażałam sobie tygodnia bez zajęć wf. Zdecydowanie nie lubiłam biegać, ale granie w kosza, siatkę, czy "palanta" było najlepszym zajęciem w tygodniu.
    Szczerze, to nie wiem skąd się wziął problem z tymi lekcjami. No i jak to jest, że rodzice sami piszą zwolnienia z tych zajęć?

    A odnośnie kopytek- nie jadłam ich dobre 10 lat...A takich jaglanych w ogóle! Mam w domu kaszę i nie zawaham się jej użyć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andźka, ja zawsze byłam nadaktywna. Wymień aktywność fizyczną i na 99% próbowałam się w niej udzielać ;) lekcje wf, nawet te najnudniejsze były okazją do ruchu, do fajnej zabawy, nawet tak znienawidzona piłka siatkowa była ok, bo nie była fizyką czy chemią. Nie mam pojęcia dlaczego rodzice zwalniają dzieci z wf, ale z matematyki już nie tak chętnie... Szkoda, bo czym skorupka za młodu.... :)
      Zresztą sama zobaczysz ;)

      Usuń

Bardzo się cieszę, że odwiedziłaś/eś moją stronę. Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie znak w postaci komentarza :))

WYDRUKUJ PRZEPIS

PODZIEL SIĘ :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...