środa, 3 września 2014

Pod niebem Toskanii



Co jest na liście Twoich marzeń? Czy lista jest długa a marzenia realne? Od kiedy tego pragniesz?

Ja pamiętam moment odkąd zaczęłam marzyć o Toskanii. Zobaczyłam zdjęcie, które zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Typowy toskański widok, dolina Val d’Orcia wiosną… Od tamtego momentu byłam pewna, że kiedyś tam dotrę, usiądę na kawałku spalonej słońcem ziemi i powiem sobie, że jestem szczęśliwa. 
Temat wyjazdu do Toskanii przewijał się kilkukrotnie, pojawiał się w przeczytanych książkach, obejrzanych filmach, wypitym winie czy przeprowadzonych rozmowach. 23 sierpnia tego roku, po kilku latach od złożenia postanowienia, marzenie zostało spełnione i wiecie co Wam powiem, to prawda, że „Gdy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat działa potajemnie by udało Ci się to osiągnąć”…
Mając ciągle Toskanię pod powiekami, zapraszam Was na wycieczkę skąpaną w toskańskim słońcu, bardzo włoską, bardzo intensywną i bardzo moją.  
Buon viaggio!!!




Florencja to zdecydowanie moje klimaty. Odwiedziłam Wenecję, Mediolan, Bolonię i Veronę, ale to Florencja ujęła mnie za serce. Pierwsze zetknięcie z nią było jak dotyk strzały Amora. Wjechaliśmy na parking na Placu Michała Anioła (rewelacyjny punkt widokowy) i po spakowaniu kilku rzeczy ruszyliśmy w stronę tłumu turystów. Dachy budzącej się do życia Florencji to widok, który wspominać będziemy jako jeden z piękniejszych momentów wakacji. Julia porównała to wrażenie do podziwiania Paryża ze schodów pod Bazyliką Sacré-Cœur… tak, to moment, który warto będzie powtórzyć.


 




W tym mieście mogłabym zamieszkać. Dajcie mi tylko pistacjowy skuter, miejsce, gdzie otworzę małą kawiarenkę i widzę siebie pomykającą do pracy po brukowanych uliczkach. Florencja ma taki czar… a wieczory, gdy już większa część turystów wyjechała z miasta, pozwalają na chłonięcie tego miejsca całą sobą.






Nasze wakacje z założenia nie miały być wakacjami All inclusive. Po pierwsze nie stać nas na codzienne stołowanie się we włoskich restauracjach a po drugie chcieliśmy po prostu włóczyć się, próbując lokalnych przysmaków, siedząc obok katedry florenckiej czy na rynku w Siennie. Śmiem twierdzić, że świeży, toskański chleb smakuje o niebo lepiej gdy się go rwie palcami i zajada odpoczywając na marmurowych schodach, w tym samym czasie podziwiając spacerujących ludzi czy otaczające nas zabytki.


 


 

Odwiedzając Florencję, zaplanuj w niej chociaż jeden nocleg. Gdy już zapadnie zmrok spaceruj ulicami. Właśnie wtedy turystów jest zdecydowanie mniej, mieszkańcy wychodzą na ulice, słyszysz jak naprawdę brzmi miasto… 

 


 

Florencja nie jest gorąca jak salsa, w moim odczuciu to raczej Chris Botti, który trochę rozleniwia, ściska za serce i nastraja do refleksji.


Nasz hotel był w odległości rzutu kamieniem od Piazza del Duomo, bliżej już chyba się nie da. Być obudzonym przez dzwony Campanile di Giotto – bezcenne.

 


 



Ale w tym co piszę, nie ma za grosz obiektywizmu bo moją miłość do tego miejsca podsyca czytana właśnie książka, której akcja rozgrywa się przede wszystkim we Florencji… „Apetyt” – razem z bohaterem książki spacerowałam po wąskich uliczkach, przesiadywałam na schodach katedry Santa Maria del Fiore czy podziwiałam zatłoczony Ponte Vecchio.


 

W wolnej chwili warto odwiedzić Mercato Centrale, skusić się na pyszne lody albo po prostu chłonąć smaki Florencji.


 




Oddać się gubieniu kontrolowanemu i powłóczyć się udając tubylca.

 



 

 


Kilka godzin snu i w drogę. Florencję pożegnaliśmy akcją ratunkową psa zamkniętego w nagrzanym aucie i wyruszyliśmy w stronę Pizy.

 


Wyczytałam, że wystarczy kilka godzin na zwiedzenie Pizy, że tak naprawdę, swój pobyt można ograniczyć do odwiedzenia Placu Cudów (Piazza dei Miracoli). I powiem Wam szczerze, że tak właśnie zrobiliśmy. Pospacerowaliśmy  po sprawiającym wrażenie dusznym i zakurzonym miejscu i ruszyliśmy w kierunku Placu.


 



 


Ogromna przestrzeń, która jakby rozwiązała worek z tlenem, zrobiła na mnie ogromne wrażenie i nawet setki turystów nie przeszkadzały mi żeby podziwiać to miejsce. 

 

Wieża, Katedra i Baptysterium to zabytki jakby przeniesione z innego wymiaru. Nie pasują do tego miasta, ale dla nich warto to miejsce odwiedzić. Położyć koc na trawniku przed wieżą i podziwiać tą budowlę póki jeszcze stoi. A z tego co wyczytałam stoi między innymi dzięki Polakowi, który opracował technologię, dzięki której wieża ciągle jest na swoim miejscu… czyli POLAK POTRAFI!


 



 

W drodze do San Quirico d'Orcia (nasz przystanek docelowy), postanowiliśmy odwiedzić jeszcze jedno miejsce… San Gimignano – nazwane Manhattanem Średniowiecza, z racji wielu wież, które górują nad miasteczkiem. 

 

Przelotny deszcz, który zastaliśmy na miejscu, pozwolił na spacer prawie pustymi uliczkami i stanie w mniejszej kolejce po jedne z lepszych lodów we Włoszech. „Gelateria Della Pizza” to jedna z najsłynniejszych lodziarni we Włoszech i moim skromnym zdaniem lody z San Gimignano zasługują na najwyższe trofea. Wprawdzie jeszcze żadne nie przebiły paryskich lodów z cukierni Berthillon, jednak z całym przekonaniem stwierdzam, że nie jadłam we Włoszech lepszych lodów niż te z Gelateria Della Pizza.


 






Pod koniec dnia dotarliśmy do San Quirico d'Orcia. Pięknego, małego miasteczka położonego w samym sercu doliny Val d’Orcia. Nie wyobrażam sobie lepszej bazy wypadowej podczas zwiedzania Toskanii. 

 

Oprócz tego San Quirico to miejsce, gdzie większość spacerujących stanowią mieszkańcy a nie turyści. Wieczorem, na głównym placu miasteczka, na marmurowych ławkach, siadają mieszkańcy. Starsi panowie dyskutują i gestykulują rozmiękczając moje serce już i tak przesiąknięte miłością do wszystkiego co włoskie.


 




San Quirico to ukryty w jednej z uliczek park, to mury otaczające wąskie uliczki i restauracje, w których doznawałam objawień kulinarnych. 

 

 

 




O kuchni toskańskiej czytałam sporo, na długo przed wyjazdem w te regiony przygotowywałam w domu Panforte di Siena, jeden z moich ulubionych wypieków, ale to co zastałam na miejscu przerosło moje oczekiwania. Generalnie, na pierwszy rzut oka (a dokładniej brzucha;) można by powiedzieć, że kuchnia toskańska to kuchnia włoska, ale zdecydowanie mniej wyrafinowana, prosta i konkretna, jednak dla mnie ta prostota była objawieniem. Deser Tiramisu był raczej kremowym musem niż ciastem, spaghetti ragu było treściwym gulaszem z makaronem a w karcie menu rządziły pasty z prostymi sosami lub te polane najlepszą oliwą truflową (mój hit).

 


Kuchnia Toskanii to przepyszna i treściwa zupa ribollita (zupa chlebowa), Fiorentina (stek przygotowywany z bydła hodowanego w dolinie Chiana, gruby na 5 cm), czy ser Pecorino Toscano (owczy, bardzo twardy i o intensywnym zapachu. Jest częstym dodatkiem do makaronów). To także wina, jak dla mnie najlepsze jakie piłam.

Mój kulinarny powrót na bloga z całą pewnością rozpocznę od jednej z toskańskich potraw. 





Na kolejną wycieczkę zapraszam Was do Montepulciano. Pojechaliśmy tam z dwóch powodów. Dla wina, które jak słyszeliśmy nie ma sobie równych i dla odbycia wycieczki śladami Volturi. Tak, dokładnie chodzi mi o Volturi z filmu „Zmierzch - księżyc w nowiu”. Miejsce akcji tej częsci sagi toczy się w miejscowości Volterra, tam swoją siedzibę ma królewska rodzina wampirów z powieści Stephenie Meyer. Przed wyjazdem na wakacje wyczytałam, że miejscowość Volterra "zagrało" właśnie Montepulciano, bardziej urodziwe i gotowe przyjąć najazd fanów sagi. 


Przez ponad dwie godziny spacerowaliśmy po miasteczku w poszukiwaniu fontanny, która jest widoczna w jednej ze scen filmu, w końcu jeden z mieszkańców poinformował nas, że takiego miejsca nie ma w Montepulciano. Zawiedziona Julka wróciła do hotelu a ja przeszukałam Internet natrafiając na informację, że fontanna została zbudowana i była jedynie scenografią…. Także jak dla mnie Montepulciano to miasteczko pysznego wina, znikającej fontanny i oczywiście uroczych zakątków.





Tego dnia odwiedziliśmy jeszcze Montalcino. Snuliśmy się po przepięknych uliczkach, tak zupełnie bez celu, a potem podziwialiśmy przepiękną panoramę Toskanii z murów obronnych miasta.





Na krótką chwilę odwiedziliśmy Opactwo di Sant’Antimo ukryte pośród wzgórz. Miejsce robi ogromne wrażenie i warto pospacerować chociażby wokół Opactwa.





Nasze wakacje z założenia miały być bardzo intensywnym czasem, ale przed samym wyjazdem do Toskanii powiedziałam sobie, że nie muszę zobaczyć wszystkiego, ba! Byłam pewna, że jest to po prostu niewykonalne. Chciałam podziwiać wzgórza, fotografować, snuć się po miastach, próbować i chłonąć, tak aby pamiętać na zawsze. Chciałam, aby w Julce te wspomnienia zostały i chociaż po dwóch dniach nie odróżniała San Gimignano od Pienzy czy Cortony to widziałam, że te miasta robiły na niej wrażenie.




O odwiedzeniu tego miejsca marzyłam od kilku lat. Film „Pod słońcem Toskanii” oglądałam kilkukrotnie także do Cortony jechałam z motylami w brzuchu. Usiedliśmy na marmurowych schodach, zajadając przepyszne lody, obserwowaliśmy jak to miejsce tętni życiem, jak zbliżający się wieczór zamiast usypiać dodaje temu miastu rumieńców. 

Oczami wyobraźni widziałam  Diane Lane spacerującą po miasteczku i podobnie jak Julia w Montepulciano tak i ja w Cortonie szukałam fontanny z jednej ze scen filmu…. To chyba nie będzie zaskoczeniem, okazało się bowiem, że podobnie jak w przypadku filmu „Zmierzch” i tu fontanna była jedynie elementem scenografii… W tym momencie pomyślałam sobie, że nasza podróż do Toskanii powinna nosić tytuł szlakiem znikającej fontanny ;)





Toskania, oprócz tych znanych widoków, kryje w sobie także mnóstwo ukrytych perełek, które schowane są za zamkniętymi bramami, w zapomnianych ogrodach. 












Były też miejsca, które szczególnie przyciągały mój wzrok. To najczęściej fotografowane miejsca Toskanii. Szlaki wydeptane przez pasjonatów fotografii wskazywały mi drogę.








Podczas tych kilku dni naszej podróży nie mogło zabraknąć takich punktów jak odwiedzenie Pienzy, która jest przesiąknięta zapachem sera Pecorino (ten z dodatkiem trufli powalił mnie na kolana).






Czy chociażby krótkiego relaksu w pobliskich termach. W miejscowości Bagno Viagnoli znajdują się jedne z przyjemniejszych w danym rejonie. Praktycznie zero turystów, przyjemnie ciepła woda i brak męczącego zapachu. Oprócz tego przebywanie w nich nie wiąże się z żadnymi opłatami, jedynie z koniecznym natłuszczaniem skóry przez następne kilka dni. Fajnie było w ciszy zrelaksować się patrząc na toskański krajobraz.






Jak wszystko co dobre i nasze wakacje powoli dobiegały końca. Na koniec zostawiliśmy sobie wycieczkę do Sieny – miasta Palio, mojego ulubionego Panforte di Siena i przepięknego Piazza del Campo.





Siedząc na placu, razem z innymi turystami ukrywającymi się przed słońcem, zajadaliśmy pizzę i myśleliśmy o tym co już za nami.







To co zobaczyliśmy na zawsze zostanie pod skórą, nikt nam naszych wspomnień nie zabierze i nic nie zmieni faktu, że spełniliśmy nasze marzenie. 


To był kolejny czas, który utwierdził mnie w mojej miłości do Włoch – kraju wysokiego indeksu glikemicznego i wszechobecnych węglowodanów.



Tak jak napisałam na wstępie, ta wycieczka, na którą Was zabrałam jest bardzo moja, każdy z Was pewnie Toskanię poczuje inaczej, ale to także jest fajne. Jeżeli będziecie mieć jakiekolwiek pytania o trasy, miejsca pobytu czy cenę wina pytajcie ;)



Arrivederci !!


20 komentarzy:

  1. Gosia, już wiem że wracać będę do tego posta często. Piękne wspomnienia i cudne zdjęcia! Wspaniałe wakacje, których tak pozytywnie Tobie zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Ja pewnie też co jakiś czas do niego wrócę, jak do fajnych wspomnień a Wy planujcie kolejne wakacje w Toskanii - polecam :*

      Usuń
  2. Zdjęcia zapierają dech :) Po przeczytaniu i obejrzeniu wszystkiego mam wrażenie, że byłam tam razem z Wami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* Fajnie by było pojechać w takie miejsce naszą zgraną paczką :)

      Usuń
  3. Cuuudowne zdjęcia! Aż chce się tam jechać - zaraz, już! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To Ty i Julka jesteście tymi ukrytymi perełkami w tym wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzięki tej relacji powróciłam pamięcią do mojej ukochanej Italii :) Dziękuję Deli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z przewodnikiem, który kiedyś mi sprezentowałaś podróżowałam po Toskanii... to ja dziękuję raz jeszcze :*

      Usuń
  6. Świetne zdjęcia i relacja.: )

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. dziękuję, starałam się chociaż w minimalnym stopniu oddać urok tamtych miejsc :)

      Usuń
  8. Cudownie się zwiedza z Wami :). Przepiękne zdjęcia - zachwycają nie tylko pejzaże, ale i portrety :).

    OdpowiedzUsuń
  9. Przyjemnie powspominać, przydałaby się mapka podróży jeszcze i przewodnik jak znalazł, czekam teraz na relacje z Sycylii to może ruszę tropem Delimammy. Pozdrówka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sycylia :))) W przyszłym roku wybrzeże Liguryjskie... Portofino...ale na Sycylię też przyjdzie pora :) Buźka

      Usuń

Bardzo się cieszę, że odwiedziłaś/eś moją stronę. Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie znak w postaci komentarza :))

WYDRUKUJ PRZEPIS

PODZIEL SIĘ :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...