wtorek, 23 września 2014

Amaretti Morbidi

Jakiś czas temu, pod wpływem impulsu, razem z Julką założyłyśmy swojego bloga. Blog nosił (a dokładniej ciągle nosi) nazwę Dwa na Jeden i miał opisywać moje zmagania z dorastającą córką a jej ze starzejącą się matką ;) 

Jak się okazało, to o czym pisałyśmy na naszym blogu z powodzeniem mogę opisywać na Delimammie. I tak się wielokrotnie zdarzało, że przepis na gulasz poprzedzała opowieść o moich dziecięcych przygodach albo Julki zmaganiach z gimnazjum. Najwidoczniej blog kulinarny, jakim niewątpliwie jest Delimamma, pomieścił w sobie również taką mało kulinarną tematykę, za co jestem mu bardzo wdzięczna a dokładniej Wam-czytającym, że pozwalacie mi na zamieszanie nie tylko treści kulinarnych, bo chociaż uwielbiam jeść, smakować, gotować to jednak nie samym jedzeniem człowiek żyje ;)

Wracając do bloga Dwa na Jeden. Naszym pierwszym wpisem był post Filmy, które powinna zobaczyć twoja córka. Z perspektywy mamy, opisałam te pozycje filmowe, które moim zdaniem, w odpowiednim okresie życia dziecka (dokładniej córki) należy wspólnie obejrzeć. Po ponad roku czasu od napisania postu dokonałabym drobnej modyfikacji, ale nie jest to istotna zmiana. W głowie miałyśmy także pomysł na posta z cyklu Filmy, które powinna zobaczyć Twoja mama. Ten post nie powstał, może jeszcze do niego wrócimy a może wcześniej powstanie post Książki, które powinna przeczytać Twoja mama. Piszę o tym, bo od jakiegoś czasu Julia nakłaniała mnie do przeczytania jej ulubionej książki, podobno najlepszej, wyjątkowej, pozycji obowiązkowej ("Gwiazd naszych wina"). Jakoś tak sceptycznie podchodziłam do tej lektury, bo traktuje o umieraniu, bo to literatura młodzieżowa.... w jakim byłam błędzie. Jestem na stronie 156 i już wiem, że ta książka na długo zostanie w mojej pamięci... 

Fajnie mieć dzieci z różnych powodów, ale gdy zaczynają inspirować swoich rodziców, uświadamiać i uwrażliwiać to dopiero jest fajny aspekt rodzicielstwa :)

Dzieci także inspirują nas kulinarnie... mamo, plisss upiecz mi tego piernika z dżemem (kwękała Julia przez całe lato), mamo a gdybyś tak przygotowała ten mój ulubiony sernik? Tym razem prośba dotyczyła ciasteczek, zupełnie innej wersji amaretti. Ta, którą większość z nas zna jest chrupiąca, najczęściej dodawana do filiżanki kawy i trzeba przyznać, że jest bardzo smaczna, jednak podczas naszych wakacji w Toskanii odkryłam zupełnie inny wymiar tych ciastek - Amaretti Morbidi, czyli delikatną wersję amaretti. Uginającą się pod palcami, również mocno migdałową i jak dla mnie lepszą niż te wersje ciastek, które znałam wcześniej. Planuję jeszcze upiec ich pistacjową wariację, ale na to jeszcze przyjdzie czas :) 

Oprócz testowania przepisu na amaretii morbidi, który jest kompilacją informacji znalezionych w internecie i na etykiecie ciastek, od ponad tygodnia, dzięki uprzejmości firmy Nikon Polska testuję także obiektyw Nikkor AF-S 14-24 mm f/2.8 G ED. To zdecydowanie szkło dla wymagających, które staram się okiełznać i poznać. To on zbliżył się do moich ciastek na odległość kilku centymetrów abyście lepiej mogli poczuć ich zapach ;)
 





Składniki na około 20 szt. ciastek:


  • 200 g mąki migdałowej (100 % zmielonych migdałów)
  • 200 g cukru pudru
  • 2 łyżki mąki pszennej
  • 2 białka
  • Szczypta soli
  • ½ łyżeczki olejku migdałowego
  • Cukier puder do posypania



Przygotowanie:


W misce mieszamy maki oraz cukier puder. Białka ubijamy ze szczyptą soli, dodajemy olejek migdałowy i miksujemy przez krótką chwilę. Do miski z suchymi składnikami dodajemy ubite białka i dokładnie mieszamy. 


Blachę wykładamy papierem do pieczenia. Posypując dłonie cukrem pudrem formujemy z ciasta kulki wielkości orzecha włoskiego, układamy na blaszce i delikatnie spłaszczamy. Pomiędzy ciastkami pozostawiamy 1 cm. odstępy.

Piekarnik nagrzewamy do temperatury 150 stopni. Podczas nagrzewania się piekarnika nasze ciastka powinny delikatnie przeschnąć.


Blaszkę umieszczamy w piekarniku, ciastka pieczemy przez około 30 minut, do czasu, aż będą delikatnie popękane i odrobinę zarumienione. Czas pieczenia zależy od rozmiaru przygotowanych przez Was ciastek. Ja na koniec podpiekałam jeszcze sam dół przez około 5 minut. Wyciągamy z piekarnika, studzimy.

7 komentarzy:

  1. Gosiu i znowu to samo: uwielbiam cię czytać a Julką jestem oczarowana! Buziaki dla mega rodziny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kinga :* już nie mogę się doczekać niedzieli... ale Cię wyściskam!!

      Usuń
  2. Och, uwielbiam te ciasteczka. Są rewelacyjne, ale nigdy nie próbowałam ich sama piec. Może się skuszę, bo u Ciebie wyglądają pysznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wedelka spróbuj naprawdę prosto się je piecze :)

      Usuń
  3. No i masz. Jeden obiektyw, jedno zdjęcie i już mam ślinotok :D. Wspaniałe ciasteczka. I piękna krótka opowieść o wzajemnych inspiracjach :).

    OdpowiedzUsuń

  4. Ciasteczka bardzo smakowite i jakie proste w wykonaniu :-)

    OdpowiedzUsuń

Bardzo się cieszę, że odwiedziłaś/eś moją stronę. Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie znak w postaci komentarza :))

WYDRUKUJ PRZEPIS

PODZIEL SIĘ :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...