poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Pietruszkowe orzeźwienie

Niedzielna wycieczka rowerowa, w plecaku owoce, woda i nadzieja, że po kilku godzinach drogi uda nam się zjeść jakiś smaczny, pożywny obiad. Ja osobiście liczyłam na rybkę, bo przecież jedziemy nad jezioro. Droga ciężka, bo w ponad trzydziestostopniowym upale, ale w głowie wizja wyłożenia ciała na nagrzanym słońcem piasku, chwila relaksu i wdychanie wakacyjnej atmosfery miejsca. 

Już sam wjazd na promenadę totalnie mnie zamurował. Po promenadzie pędziły quady, zostawiając za sobą smugę dymu i paliwowego smrodu. Pędząc mijały spacerujące rodziny z dziećmi i rowerzystów starających się w porę zjechać na bok. Po lewej plaże ciągnące się wzdłuż brzegu jeziora, temperatury afrykańskie, więc plaże zatłoczone do granic możliwości. Wjeżdżając w strefę plażowania poczułam się jak w mojej ogrodowej altance podczas grillowania. Kłujący w oczy dym, zapach smażonej karkówki i kiełbasy zamiast zapachu lasu, który okala całe jezioro. Do tego hałas, ale nie biegających po placu zabaw dzieci tylko automatów do gier i głośnej muzyki wydobywającej się z każdej budki z jedzeniem. 

Dobra... pomyślałam, damy radę, szybki obiad i powrót do domu. Już miałam po dziurki w nosie tego kontaktu z przyrodą, okazuje się, że w samym centrum Opola jest spokojniej a warunki bardziej zbliżone do naturalnych. 

I kolejne rozczarowanie, tym razem kulinarne. Ryby na promenadzie nie uświadczysz za to całą górę gofrów, zapiekanek, frytek i golonek. Powiecie, że jeszcze nikt od zjedzenia frytek nie kopnął w kalendarz, ale co jeżeli pobyt w takim miejscu trwa dłużej niż niedzielne popołudnie? Zero alternatywy dla osób, które nie chcą zapychać brzuchów węglowodanami i tłuszczem. Nie chcą albo po prostu nie mogą. Takim pozostaje własnoręczne przygotowywanie posiłków albo przejście na dietę owocową. 

Przykre to bardzo, a co mnie uderzyło najbardziej to widok otyłych dzieci karmionych przez swoich rodziców frytkami zapijanymi coca-colą. 

Chociaż jestem instruktorką fitness od prawie 15 lat to nigdy nie byłam radykalistką żywieniową. Uwielbiam być aktywną fizycznie i wtedy, gdy mam ochotę sięgam po pyszny makaron czy ulubione ciasto. Gdy czuję, że za bardzo sobie folguję bardziej dbam o to ile węglowodanów ląduje na moim talerzu i częściej wybieram spacer zamiast auta i kawałek grillowanego mięsa zamiast pizzy. 

Dla ludzi z nadwagą mam ogromne pokłady tolerancji, dopinguję ich gdy chcą zrzucić swój nadbagaż, zachęcam do ćwiczeń i podnoszę na duchu. Wiem, że walka z otyłością nie jest prosta i czasami wymaga wielu wyrzeczeń i bolesnych zmian. Jednak jednego tolerować nie potrafię.... Tuczenia swoich dzieci, skracania im życia serwując codzienny obiad pod postacią frytek, słodzonego soku i kotleta w panierce. 

Jasne, że dziecko, które jest aktywne fizycznie, które zjada zbilansowane posiłki i które zje paczkę chipsów raz na jakiś czas, nie przytyje od tego, nie wyniszczy tym swojego organizmu, ale nie mogę patrzeć gdy dzieci, w wieku 9 lat, mają problem ze schyleniem się po swoją ulubioną zabawkę, bo przeszkadza im w tym wielka opona na brzuchu. A zatroskany rodzic podaje mu zabawkę i w tym samym czasie pod buzię podsuwa tackę z frytkami....

Czytam o otyłości wśród dzieci i jestem przerażona. Ilość otyłych dzieci wzrasta z roku na rok i nie dotyczy ona tylko i wyłącznie małych mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Cytując za Centrum Leczenia Otyłości "Dla Polski statystyki są również alarmujące. Komfort życia poprawia się, żyje nam się coraz wygodniej, już nie musimy wstawać z fotela, aby przełączyć kanał telewizyjny. Do sklepu częściej jeździmy samochodem lub robimy zakupy przez Internet. Podobnie, substytutem spotkania ze znajomymi staje się dla większości z nas rozmowa telefoniczna lub internetowy czat. Gry komputerowe czy konsole do gier zastępują gry w berka, chowanego czy piłkę nożną. Otaczamy się przedmiotami, które mają nam pozwolić żyć wygodniej i łatwiej. Owszem, bez wątpienia są nam potrzebne, a nawet w niektórych przypadkach niezbędne, ale skoro większość tych sprzętów oszczędza nasz czas i energię to oznacza, że mamy więcej czasu na zrobienie czegoś dobrego, również dla naszego zdrowia a tym samym dla siebie. Nie zapominajmy o tym." 

Czytam dalej, iż " Jako pierwszy czynnik, który w największym stopniu może wpływać na wystąpienie otyłości jest odpowiedzialne rodzicielstwo. To właśnie rodzice są pierwszymi wzorami dla dzieci."

Do dzisiaj pamiętam mamę, która trafiła na moje zajęcia w klubie fitness wraz ze swoją 10-letnią córką. Mama wysportowana, zadbana, szczupła a córka na granicy otyłości klinicznej. Mama prosi mnie o pomoc, o zmotywowanie córki. Przeprowadzam krótki wywiad z mamą i pytam czy córka na coś choruje. Usłyszałam, że otyłość córki spowodowana jest złą dietą, notorycznym zjadaniem chipsów i batoników. Pytam dalej, dlaczego takie produkty znajdują się w domu a mama odpowiada, że w domu nie ma takich przekąsek, córka sama je kupuje i zjada. Tylko, kto jej daje na to pieniądze pytam? Przecież dziecko nie zarabia.... bezsilność i żal małej dziewczynki, która wzrasta w oparach kompleksów, wytykana palcami przez rówieśników i nierzadko dorosłych.

Wiem, że powoli nasza świadomość wzrasta, szkoły wprowadzają zdrowe przekąski do menu, pojawiają się automaty, w których można kupić wodę. Ruch zaczyna być modny, mam nadzieję, że na naszych oczach rośnie pokolenie odpowiedzialnych rodziców, którzy mają świadomość tego, że przysłowie "Czym za młodu skorupka nasiąknie tym na starość tryska" nie jest tylko nic nie znaczącym potokiem słów....

Moją rodzinę regularnie zaprzyjaźniam z nowymi smakami. Napój pietruszkowy sama poznałam kilka dni temu. Idealnie orzeźwia i nie smakuje, wbrew pozorom, jak pęczek pietruszki. Zamiast świeżej mięty dodawałam także melisę i też było pysznie a przy tym bardzo zdrowo i banalnie prosto. 

I na koniec taka moja prośba. Dbajmy o nasze dzieci!! Nie tylko fundując im najlepsze wakacje i nowe gry komputerowe, ale przede wszystkim fundując im zdrowe przyszłe życie :) 







Składniki na około 2 większe szklanki:
  • 1 pęczek natki pietruszki
  • 1 mniejsza cytryna
  • 8-10 listków świeżej mięty
  • 600 ml wody (niegazowanej)
  • 2 łyżki miodu (ilość w zależności od upodobań)

Przygotowanie:
Natkę pietruszki pozbawiamy grubych łodyg, myjemy i siekamy na mniejsze kawałki, umieszczamy w blenderze. Cytrynę obieramy ze skórki, kroimy na ćwiartki i dodajemy do natki. Do blendera wrzucamy również miętę, dolewamy wodę oraz miód. 

Całość miksujemy do momentu, aż natka będzie bardzo drobno posiekana. Ewentualnie dosładzamy miodem, chłodzimy.

8 komentarzy:

  1. Brawo ! Brawo ! Brawo !
    Swieta racja Deli.
    I choc sama idealem nie jestem, a i frytki dzieciom serwuje ( z umiarem ;) ), rowniez nie moge zdzierzyc widoku otylego dziecka zajadajacego tluszcz i cukier. A widok to czesty.
    Ja czesciej jednak widuje "wspaniale" babcie kupujace w sklepie reklamowki slodyczy i obdarowujce nimi swe otyle wnuczeta.... Przykry widok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty ideałem nie jesteś? Mam inne zdanie :) Jasne Słońce, że można dzieciom zaserwować frytki, wszystko się da, ale z umiarem i pod pewnymi warunkami. Sama czasami do domu przywiozę pizzę a na podwieczorek zrobię eton mess, ale z Julką większość czasu spędzamy bardzo aktywnie, tak aby ewentualne grzeszki kulinarne mogła spalić a nie gromadzić, niczym wielbłąd wodę. Niestety, bardzo często rodzice, czasem zabiegani a czasem po prostu z lenistwa, serwują takie śmieciowe jedzenie każdego dnia i w tym samym czasie wypisują dzieciom zwolnienia z lekcji WF, bo po co się ruszać....

      Usuń
  2. Jak tylko doczekam się swoich dzieci, zadbam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o to akurat jestem spokojna :*

      Usuń
  3. Ja w zeszłym tygodniu byłam świadkiem podobnego zdarzenia, 10 lenia dziewczynka ze sporą nadwagą siedziała na plaży grzebiąc w piasku, co kilka minut prosiła swojego tatę, żeby przyniósł jej wodę z morza w butelce, oczywiście tato biegał bez mrugnięcia tylko po co? Może w związku z tym, że jestem wuefistką, a może dlatego, że po prostu i ja i moja 9 letnia córka uwielbiamy się ruszać mam dokładnie takie samo zdanie jak Ty. Kilka razy w szkole poruszałam z rodzicami temat nadwagi, niestety w większości przypadków spotykałam się z ignorancją, rodzice nie widzą problemu, a Ci którzy widzą twierdzą - no co ja poradzę, nie mam wpływu... Jest to bardzo przykre i niestety przykład idzie z góry. Świetny post Deli - przyłączam się w 100%

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie.... rodzice. Tyle od nas zależy a mam wrażenie, że tylko nieliczni zdają sobie z tego sprawę. Przykro jest patrzeć na dzieci, które juz zaczynają mieć kłopoty zdrowotne w podstawówce. Jak to zmienić?

      Usuń

Bardzo się cieszę, że odwiedziłaś/eś moją stronę. Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie znak w postaci komentarza :))

WYDRUKUJ PRZEPIS

PODZIEL SIĘ :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...