poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Hummus buraczany

I po świętach, i lodówka znowu pęka w szwach, i za chwilę w szwach pękną moje ulubione jeansy ;) A co roku sobie obiecuję, że tym razem przygotuję o połowę mniej jedzenia i co? No i tak robię, a mimo to zostaje nam mnóstwo smakołyków. Naprawdę nie wiem o co chodzi. Czy żołądek na starość się kurczy i po dwóch łyżkach sałatki wysyła sygnał do mózgu Stop - wystarczy?

Pamiętam czasy, gdy po obfitym śniadaniu, siadałam do obfitego drugiego śniadania połączonego z deserem, który płynnie przechodził w kilkudaniowy obiad ciągnący się do kolacji zakończonej deserem. Pomimo takich szaleństw mój metabolizm nie szwankował, co oznaczało jedno - jestem przed 30-stką. A teraz? Podjadam o wiele skromniej, ćwiczę intensywniej a i tak roluje mi się tu i tam... uroki bycia grubo po 30-tce :) Ale z drugiej strony, ten nadmiar tego i tamtego, motywuje mnie do ćwiczeń i dlatego na nowo zaprzyjaźniłam się z bieżnią, z szafy wytargałam matę do ćwiczeń i kijki do nordic walkingu. Do tego odkurzę rower... już czuję ten przypływ endorfin. 
Dbanie o siebie jest całkiem przyjemne ;) 

Znowu w kuchni będą królować warzywa i owoce, oczywiście nie zapomnę także o ulubionych węglowodanach bo życie nie może się składać z samych wyrzeczeń. Kto mnie zna ten wie. Na sali fitness jestem wymagająca, ale z siebie także daję 300% normy. Wyznaję także zasadę, że życie ma być przyjemnością i nie wyobrażam sobie bycia na ciągłej diecie, która powoduje, że na widok makaronu dostajemy drgawek ;) 
Także pamiętajcie! Ruszamy się ile tylko możemy, tak jak lubimy i w sposób spawający, że jest nam, dobrze. Nie ważne czy na sali fitness, na siłowni, na macie w domu czy w terenie - wstajemy z kanap! Jemy regularnie (przynajmniej 5 mniejszych, zbilansowanych posiłków dziennie), nawadniamy organizm i patrzymy jak nasze ciało staje się fit, co nie oznacza rozmiaru 36, jędrne ciało może mieć również rozmiar 42 :)

Dla mnie osobiście wiosna oznacza mnóstwo koloru na talerzu, ponowną owocową fascynację i podgyzanie warzyw tak często, jak to tylko możliwe. Marchewki, pietruszki, ogórki, rzodkiewki, kalafior i buraki, które kocham w każdej postaci. Na ostatnich warsztatach z Martą z bloga Jadłonomia poznałam nową odsłonę buraka, dodawaliśmy go do hummusa i właśnie wersja z burakiem powaliła mnie na łopatki. Jeżeli lubicie wszelkiego rodzaju pasty, albo dipy musicie wypróbować hummus w wersji buraczanej!





Przepis delikatnie zmodyfikowany pochodzi ze strony bloga Jadłonomia

Składniki:
  • 1 szklanka suchej ciecierzycy (lub 1 puszka ciecierzycy np. gotowanej na parze, około 300g)
  • 1 średni burak 
  • 3/4 szklanki tahiny (pasty sezamowej)
  • Około 1/4 szklanki bardzo zimnej wody
  • 1/4 szklanki soku z cytryny
  • 2 ząbki czosnku
  • Sól
  • Do podania np. olej z pistacji, kiełki

Przygotowanie:
Jeżeli nie używamy ciecierzycy z puszki to dzień przed przygotowaniem hummusu ciecierzycę zalewamy zimną wodą (powinno być przynajmniej 2 razy tyle wody ile ciecierzycy). Zalaną ciecierzycę odstawiamy na minimum 12 godzin. Następnego dnia odcedzamy ją i płuczemy, następnie zalewamy dużą ilością wody i zagotowujemy. Gotujemy przez około 35 minut, do czasu aż cieciorka będzie mięciutka w środku. Ugotowaną cieciorkę odcedzamy i płuczemy.

Buraka dokładnie myjemy (zostawiamy skórkę) i owijamy folią aluminiową. Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do temperatury 180 stopni, do miękkości.

Do blendera przekładamy ciecierzycę, tahinę, pokrojonego upieczonego buraka (skórkę zostawiamy), sok z cytryny, czosnek oraz odrobinę soli. Całość miksujemy na bardzo gładką masę. Powoli dodajemy wodę (stopniowo), cały czas miksując. Nie musimy zużyć całej wody, masa ma być gładka, ale nie rzadka. Miksujemy przez kolejną minutę, aż hummus przybierze postać gładkiego kremu. Ewentualnie ponownie doprawiamy solą.

Podajemy np. na kromce świeżego chleba, skropiony olejem pistacjowym i posypany kiełkami. Hummus idealnie sprawdza się np. jako dodatek do kanapek lub dip do ulubionych warzyw. 

Smacznego!

3 komentarze:

  1. od początku zacznę - piękny talerz, a buraczany hummus mnie powalił zupełnie.
    co do Twojego posta, zgodzę się, że dbanie o siebie jest całkiem przyjemne :] chociaż jestem z natury konkretna, to gdyby nie stała kontrola samej siebie, byłoby o wiele, wiele gorzej. wiosna też wywołuje u mnie przypływ endorfin, w szczególności jeśli chodzi o jedzenie. przynajmniej teraz łatwiej mi będzie borykać się z wegetarianizmem niż zimą. i na szczęście już po świętach. ale co najzabawniejsze, przez święta schudłam 2 kg o.O nie mam pojęcia, o co chodzi :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem Słońce jak Ty to zrobiłaś ;) Ja na wagę tradycyjnie nie staję bo wiem, że waga to jedna wielka ściema, sprawdzam obwody to tu to tam ;) ale oprócz tego staram się do wszystkiego podchodzić z rozsądkiem i umiarem :) ściskam!!

      Usuń
  2. Moja waga za każdym razem pokazuje inny wynik, więc jak się ważę to wchodzę na nią 3 razy i przyjmuję do wiadomości ten najniższy :P
    Piękny kolor ma ta pasta!

    OdpowiedzUsuń

Bardzo się cieszę, że odwiedziłaś/eś moją stronę. Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie znak w postaci komentarza :))

WYDRUKUJ PRZEPIS

PODZIEL SIĘ :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...