niedziela, 18 sierpnia 2013

Kakaowe tartaletki i moja wersja minimalizmu

Otwieram szafę, ciuchy piętrzą się niczym w najlepiej zaopatrzonym ciucholandzie i to zaraz po dostawie. W kolejnych szafach wcale nie jest lepiej, szafki w dużym pokoju pozapychane do granic możliwości. Ramki do zdjęć, których już nigdy nie użyję, książki których już nie przeczytam, ciuchy, których nie ubiorę bo nie chodziłam w nich już ładnych parę lat, stare czasopisma przechowywane z niewiadomych powodów, firanki, kasety magnetofonowe, kożuch i tysiąc takich dingsów, których przeznaczenia nie pamiętają najstarsi górale. 
"Po co ci to?
Po co ci więcej
Niż możesz zmieścić w życiu swym?"
tak śpiewają Poluzjanci i jakiś czas temu i ja zadałam sobie to samo pytanie. Rozpoczęłam odgruzowywanie domu i życia z niepotrzebnych rzeczy i czynności, a dokładniej rozpoczęliśmy bo cała nasza trójka stwierdziła, że nadmiar tych dingsów zaczyna nas przytłaczać. 

Poczytałam o drodze do minimalizmu, o tym jak z głową pozbywać się niepotrzebnych przedmiotów i o tym jak nie powrócić na stare śmieci ;) Stwierdziłam, że minimalistką tak do końca nie będę, chociażby z racji tego, że bycie blogerem kulinarnym stoi w sprzeczności z minimalizmem, do tego jestem zbyt sentymentalna na totalny minimalizm, ale postanowiłam, że w jakimś stopniu, od czasu do czasu, życie trzeba odgruzować. Zaczęliśmy ambitnie, po kilku dniach coś nam wypadło i tak minimalizm znowu przegrał z konsumpcjonizmem ;) Dopiero, kilka dni temu, koleżanka Iwona, która właśnie kończy to co ja jedynie zaczęłam, zainspirowała mnie do działania! I dlatego od jutra (mam gdzieś, że nie zaczyna się od poniedziałku) wracam do pracy! Zweryfikuję, popakuję, część wyrzucę a inne rzeczy oddam tym, co potrzebują, a potem będę się cieszyć wolną przestrzenią :) 

Tej wolnej przestrzeni najmniej pewnie będzie w kuchni, bo tam różne dingsy są bardzo potrzebne. Wyciskacze, obieraczki, maszynki, nożyki, pędzelki, blachy w szesnastu rozmiarach m.in. na takie małe tartaletki. Pewnie w wersji maksi też byłyby tak smaczne, ale ja wolę cieszyć się ich nienaruszonym kształtem na swoim własnym, prywatnym talerzu;) Na spód użyłam ciastek Oreo, ale tak naprawdę ważny jest ten specyficzny, czekoladowo-kakaowy, lekko gorzkawy smak, kremowa masa serowa i ulubione owoce. Borówki są idealne, bo nie puszczają soków, także nie wpływają na konsystencję i smak masy. Po pierwszym kęsie zrozumiecie o co mi chodzi... w sumie ten przepis jest dosyć minimalistyczny, czyli jakby w temacie ;) 

A może macie jakieś porady w zakresie odgruzowywania życia i otoczenia?  Tylko proszę nie cytujcie mi prawa Richarda :) "Jeśli posiadasz coś dostatecznie długo, możesz to wyrzucić. Jeśli cokolwiek wyrzucisz, od razu będziesz tego potrzebować" ;)









Składniki na 2 szt.:

  • 100 g ciastek typu Oreo (bez kremu)
  • 2 łyżki roztopionego masła
  • 100 g sera mascarpone
  • 50 g domowego serka z TEGO PRZEPISU (można zastąpić np. serkiem Almette o smaku gruszki i jabłka)
  • 100 ml śmietany kremówki (36%)
  • 2 łyżki cukru pudru
  • Ulubione owoce do dekoracji


Przygotowanie:


Ciastka, kruszymy i miksujemy na proszek, dodajemy roztopione masło i mieszamy. Formy na tartaletki wyklejamy masą i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do temperatury 170 stopni. Zapiekamy przez 10 min. Studzimy i wstawiamy do lodówki na min. 2 godziny.

Przy pomocy miksera mieszamy mascarpone, domowy serek oraz cukier puder. W misce ubijamy kremówkę a następnie dodajemy ją do masy serowej i dokładnie mieszamy. Gotowy krem przekładamy do tartaletek, górę dekorujemy ulubionymi owocami.

Możemy schłodzić w lodówce, ale to nie jest konieczne.
PODPIS

35 komentarzy:

  1. Bajecznie wyglądają! Już do dłuższego czasu zbieram się do zrobienia takich cudów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Polecam - prostota i naprawdę są przepyszne :)

      Usuń
  2. Chętnie pomogłabym w kwestii poszukiwania minimalizmu w swoich czterech kątach, ale niestety, nie potrafię. ;) Sama mam masy zbędnych i nikomu niepotrzebnych rzeczy, ale trochę sentyment, trochę lenistwo, nie pozwalają mi się z nimi rozstać. I mowa tu o wszystkim, od ubrań jeszcze chyba z czasów gimnazjum, po książki z bajkami Disneya, które trzymam, bo przecież może kiedyś będą je czytać moje dzieci.... Jakie dzieci teraz czytają? ;)

    A patrząc na te tartaletki, stwierdzam, że do mojego zbioru kuchennego przydałoby się kupić w końcu i te małe foremki. Ale to w październiku:)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak w październiku wrócisz do świata żywych :) czego tobie i sobie życzę :)

      Usuń
  3. Moja Droga, chyba każdy ma w życiu podobnie. Coś tam się chomikuje na "potem" bo się jeszcze na pewno przyda, założy się, użyję itd. U mnie najczęściej ciuchy wiszą w szafie, bo jeszcze schudnę i się w nie zmieszczę ;) Jakoś tak ciężko się rozstać z tymi mniejszymi kieckami i węższymi bluzkami...
    Najgorzej to mają jednak ludzie, którzy stali w kolejkach, pamiętają czasy, kiedy półki w sklepach były puste i szynka z puszki na Boże Narodzenie to był rarytas. Teściowie wszystko chomikują. Dosłownie WSZYSTKO! Jak zejdziesz u nas do piwnicy to znajdziesz stare talerzyki, mikser, syfon, firanki tak żółte, że bardziej się nie da...Też się pewnie kiedyś przydadzą...sama rozumiesz :)
    A tartaletki sama radość! U mnie była tarta w piątek w ciut większej wersji. Przyznaję bez bicia, że pierwszy spód był na ciastkach neo z lidla i spaliłam go konkretnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to to pokolenie, które chomikuje co tylko się da ;) w sumie to wcale się nie dziwię :) takie były czasy. U mojego taty w mieszkaniu też mogę wyszukać różne ciekawostki wciśnięte w zakamarki szaf :)

      Usuń
    2. Oj tam zaraz spaliłam, po prostu dopiekłam na ciemny brąz :)

      Usuń
  4. Jeju Deli ja mam podobnie i patrząc na szafę i na kuchnię, mam nadzieje nie długo także dojrzeć do odrgruzowania, mój Tomek byłby szczęśliwy :) Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No plany mam ambitne, ale w końcu muszę się za to zabrać bo rzeczy zaczynają mnie przytłaczać :) Pozdrawiam !!

      Usuń
  5. Jejku!Fantastyczne!Absolutnie do zrobienia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie minimalizm sam się wdrożył z chwilą rozpoczęcia urlopu wychowawczego. Nie dotyczy tylko jednego - hobby :) W jednym z numerów Twojego Stylu jest bardzo fajny artykuł na ten temat. Jak go jeszcze mam w domu, to Ci na jutro przyniosę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, przy dwójce dzieci trzeba oczyszczać przestrzeń z niepotrzebnych szpargałów :)

      Usuń
  7. Ja odgruzowując pokój przy każdej rzeczy zadaję sobie pytanie - czy było używane/noszone w ciągu ostatniego roku, czy jest mi konieczne potrzebne w przyszłości lub czy ma senstyment/czy jest to kolejna rzecz z sentymentem tego samego czasu? co jakiś czas muszę powtarzać odgruzowywanie, ale za każdym razem jestem zadowolona efektem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dodam, że sprzątając ostatnio, wyrzuciłam 5 worków śmieci i kilka kartonów makulatury! A to wszystko (i rzeczy, które zostawiłam, a jest ich wciąż za dużo) mieściło się na 6-8 (nie pamiętam dokładnie ile :P) metrach kwadratowych, gdzie pół pokoju zajmuje łóżko, a przy drugiej ścianie stoi szafa i dwa biurka.

      Usuń
    2. Też staram się tak do tego podejść, problem mam tylko taki, że Julka ma już 13 lat i przetrzymuję część rzeczy dla niej ;) zupełnie niepotrzebnie :)

      Usuń
  8. W zeszłym roku zrobiłam generalne porządki w moim domu, minimalizm pod każdym względem ( nie dotyczy kuchni:-) ). Mój mąż nazywał mnie zbieraczką, bo zbierałam wszystko co tylko można zbierać:-) ( oczywiście ze zdrowym rozsądkiem:-)). Teraz jestem z siebie dumna , że zbieram jedynie rzeczy związane z kulinariami:-). A od jakiegoś czasu rzeczy dla noworodków bo planujemy powiększenie rodziny:-)

    Tartaletki jak marzenie, schrupałabym jedną właśnie teraz:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiększenie rodzinki :))) cudna sprawa!! wtedy to już dopiero minimalizm idzie w zapomnienie, ale co tam :) Buziaki!

      Usuń
  9. Ja odkąd wprowadziłam się do własnego M, obiecałam sobie trzymać porządek i nie zbierać tzw. PRZYDASIÓW. A potem założyłam bloga... I w tej kwestii faktycznie się nie da, o czym przypominam sobie za każdym razem, gdy chce upchnąć do szafki kolejna miskę l;ub paterę.
    Tarteletki cudne i cudnie błyskawiczne, a Oreo kocham w każdej postaci :)To znów jakaś telepatia, wczoraj robiłam a dziś przytaszczyłam do pracy mini tarty z malinami zalane płynną czekoladą, ale rano pstryknęłam im kilka zdjęć, więc niedługo pokażę ten mega czekoladowy milion kalorii.
    Buźka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie w kuchni minimalizm chyba nigdy nie zagości :)
      Czekoladowe milion kalorii mi nie straszne :) wręcz przeciwnie mam totalny PMS i pragnę czegoś takiego w każdej ilości :) Buziaki!

      Usuń
  10. Brawo!!! oby tym razem nic nie stanęło na przeszkodzie. U mnie góra kartonów i worow do posmarowania. Wyrzucony dosłownie kontener śmieci. Okazało się ze mam puste szafki, pudła, sporo miejsca. Jakoś tak rozjaśnilo sie i w sercu zagościła radość

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a teraz coś z tą radością wspólnie zrobimy :)))

      Usuń
  11. http://www.youtube.com/watch?v=bH0N_gO7vHY

    OdpowiedzUsuń
  12. Minimalizm? U mnie to zadziało się samo, kiedy się przeprowadzałam.
    Najpierw po ślubie. U mamy zostało trochę niepotrzebnych rzeczy, z którymi się niedawno ostatecznie pożegnałam. Drugi sort nastąpił, przy drugiej przeprowadzce. W końcu na swoim! Mieszkanie małe, mebli niedużo, chcąc nie chcąc nie mogłam zabrać wszystkiego. Graty zostały w piwnicy u teściowej i niedawno też je wyeksmitowaliśmy. Teraz najważniejsze, żeby wszystko miało swoje miejsce (i tu polecam ozdobne kartony i różne rozwiązania do przechowywania rzeczy). Już przy samym meblowaniu kuchni najważniejsza dla mnie była jej funkcjonalność i pojemność (skorzystałam z rozwiązań IKEI). I to teraz naprawdę świetnie się sprawdza.
    Moja podstawowa zasada przy kupowaniu pierdółek - KOBIETO CZY TO JEST CI NAPRAWDĘ POTRZEBNE?! I to nie jest głos mojego męża ;) To rozsądek pyta mnie, czy dzięki tej rzeczy będę szczęśliwsza, lepsza i takie tam...
    Odpowiedź zwykle brzmi - NO NIE. Kiedy jest inaczej, to znak, że coś się ze mną niedobrego dzieje.
    I na koniec moje podstawowe błogosławieństwo - brak kasy :)
    Pozdrawiam z Borów Niemodlińskich :)
    K.K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ikea :))) mój ulubiony sklep, ale już kartoników i pudełeczek z Ikei też mam za dużo :) postaram się zadawać sobie to pytanie przed każdym zakupem :) i pewnie na większość tego typu pytań będę mogła spokojnie odpowiedzieć przecząco :)
      z Borów Niemodlińskich :) pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ostatnio robiłam remont w pokoju. Do prawa Richarda zawsze dokładam sobie ważne zdania:) Jeżeli masz to dostatecznie długo, pozbądź się tego, wtedy będzie Ci to potrzebne. Wyrzucam rzeczy, które mogę ewentualnie: Użyć w inny sposób (czyt. zaoszczędzić miejsce, zgrywając płyty na jeden dysk wymienny i sprzedając je na allegro). Jeżeli będę jej potrzebowała, włączę dysk na komputerze i odszukam. Wyrzucam wszystkie kopie prac (mgr lic, cokolwiek, artykuły), oryginał w razie potrzeby wydrukuję, albo pójdę do biblioteki, odszukam czasopismo, w których widniał mój arykuł, gwarancje papierowe zostawiam na dwa lata, później wydaję, niech w Kirgistanie nomadzi podetrą sobie nimi wiadomo co, po co mają używać przeczytanych książek (poważnie tak jest). wszystkie misie ustawić w rządku i zrobić im zdjęcie, oddać młodszym pokoleniom. Stare łóżko oddajemy biednym, zawsze możemy położyć się w nowym (zasada: my komuś damy, ktoś w potrzebie da nam.)
    Wyrzucamy słoiki, w potrzebie znajdziemy kogoś kto nam je da w zamian za konfiturę.
    Ostatnie, wystawmy telewizor na klatkę (nikt go nie zabierze, bo jest za stary), jak pilnie będziemy chcieli obejrzeć specjalne wydanie faktów, z pewnością da się to zorganizować. Wyrzućmy wszystkie buty, (pomińmy szpilki - nigdy nie wiadomo), i kupmy jedne uniwersalne.
    Po co nam Robot wielofunkcyjny, sama potrafię być wielofunkcyjna.
    Ostatnia zasada mojego prywatnego minimalizmu: pokochajmy osobę, która pokocha nasze przetwory na zimę i nigdy nie pozwoli, żeby do tejże zimy został słoik. Całkiem działa dobrze na przestrzeń.
    Niestety mam poliki jak chomik i wybierając się na wycieczkę do mamy, przywożę siatkę ubrań z lumpeksu i muszę przypominać sobie, że kupiliśmy szafę z 3 półkami, żebym nie zapominała, że jestem minimalistką:)
    Pozdrawiam!
    Przeczytałam ten komentarz i przypomniało mi się, że moja mama w piwnicy trzyma z 15 dmuchanych materacy... jeżeli mam jej geny, to nie wiem czy warto czytać powyższe "rady";)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam i jeszcze raz i jeszcze raz :) Cudownie się czyta i zastosuję kilka Twoich porad w swoim życiu :) a ja mam tylko jedno pytanie :) skąd u Twojej mamy piętnaście dmuchanych materacy? :) Buziaki!

      Usuń
    2. Każdy ma jakiegoś bzika, moja mama ma idealnie złożone 15 materacy. Szukała tego idealnego pod namiot, który nie szeleści jak się przerzuca z boku na bok, korzystała ze wszystkich promocji i "testowała", a później było: przyda się jak przyjadą goście. Goście jednak wolą spać na sofie i materacu sprężynowym:)) Znam ją już na tyle, że kiedy pojedzie pod namiot kolejny raz pewnie kupi jeszcze jeden materac, chociaż jak jedzie autem zabiera sobie łóżko polowe:)

      Usuń
    3. Twoja mama jest moim Guru, naprawdę! Myślałam, że to ja bywam perfekcjonistką i dbam o szczegóły :) Pozdrowienia dla Mamy no i dla Ciebie :)

      Usuń
  16. tartaletki - marzenie!
    a co do chomikowania to rok temu przeprowadziliśmy się do nowego domu, przy przeprowadzce wyrzuciłam wszystkie bambetle niepotrzebne i obiecałam sobie, że nigdy do takiego stanu nie doprowadzę nowego miejsca. Po roku mam nowe śmietnisko i połowa szafek się nie domyka... nie wiem czy istnieje realna szansa na odrobinę minimalizmu w tym przypadku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Istnieje Justyna, istnieje, ale teraz nastawiaj się na natłok przeróżnych rzeczy w Twoim otoczeniu ;) o wolnej przestrzeni zapomnij ;)

      Usuń
  17. Niestety u mnie zazwyczaj konsumpcjonizm wygrywa z minimalizmem chociaż uważam, że i tak nie jest źle, bo staram się coraz mniej uwagi przywiązywać do materialnych rzeczy. Wolę inwestować w doświadczenia, rozwój osobisty niż "rzeczy". Zauważyłam też, że im mniej przedmiotów mamy dookoła tym łatwiej nam się skupić na tym, co naprawdę ważne.
    Tartaletki są bardzo pomysłowe i prezentują się super. Patrząc na zdjęcia nie wpadłam na to, że są zrobione z wykorzystaniem Oreo :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajne jest to, że tak jak piszesz, coraz mniej przywiązujesz uwagi do rzeczy materialnych :) staram się robić dokładnie tak samo :) bo zauważam co tak naprawdę sprawia, że uśmiech nie schodzi mi z twarzy :) i nie ma to nic wspólnego z materialną stroną życia :)

      Oreo jest idealne do słodkich tart, kremów i owoców, fajnie przełamuje smak, dodając swojego specyficznego charakteru :)

      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń

Bardzo się cieszę, że odwiedziłaś/eś moją stronę. Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie znak w postaci komentarza :))

WYDRUKUJ PRZEPIS

PODZIEL SIĘ :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...