poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Malinowy krem i foremki z czekolady

Jakiś czas temu ta czekoladowo-malinowa słodycz gościła na blogu Aurory. To był Dzień na OPAK i na te kilka godzin zamieniłyśmy się blogami. Jak się później okazało to był bardzo wyjątkowy dzień, sympatyczny, wesoły, dzień w którym spełniłam jedno z moich marzeń, bo przecież m.in. o to w życiu chodzi!!

Pamiętacie "Chłopaki nie płaczą"? Dla jednych głupia komedia dla mnie jeden z lepszych polskich filmów, oki może to kino niezbyt ambitne, ale to film, przy którym uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Jeden z bohaterów, Laska mu było na imię, powiedział coś bardzo ważnego, to coś jest moim mottem, które bardzo często powtarzam Julii, może nie cytuję dosłownie słów Laski, ale ich sens. Pozwólcie, że wulgaryzmy zostaną zamienione na słowa uważane za cenzuralne:)

W ogóle, bracie, jeżeli nie masz na utrzymaniu rodziny, nie grozi ci głód, nie jesteś Tutsi ani Hutu i te sprawy, to wystarczy, że odpowiesz sobie na jedno BARDZO, ale to BARDZO, ważne pytanie: co lubię w życiu robić. A potem zacznij to robić. 

Dokładnie! Spełniaj swoje marzenia, nawet te malutkie. Może niektóre muszą poczekać na odpowiednią chwilę, tym bardziej gdy już się spełnią szalejesz z radości :) Mój ukochany Paryż już jest coraz bliżej, jak wszystko dobrze pójdzie w maju jedno z marzeń moich i Julii zostanie spełnione!! Jeszcze zanim to nastąpiło czuję przypływ endorfin, czyli hormonów szczęścia, a co to będzie w Paryżu;) 
 
A jeżeli o endorfinach mowa to zapraszam na przepyszny deser. Foremki są wykonane z czekolady, zjedzenie której powoduje wydzielenie endorfin właśnie. Foremki wypełniłam bardzo malinowym kremem a ich góra to przepyszne pestki granatu... Zróbcie swoje własne czekoladowe napisy a deser będzie wyglądać naprawdę wyjątkowo, może to sposób na oryginalne wyznanie miłości... :)






Foremki czekoladowe:
Potrzebne nam będą silikonowe foremki na muffinki. Najlepiej dzień wcześniej roztapiamy gorzką czekoladę w kąpieli wodnej. Czekoladą smarujemy wnętrza foremek (najlepiej przy pomocy pędzelka). Dokładnie zakrywamy każdą szczelinę. Gdy pierwsza warstwa lekko zaschnie nakładamy drugą warstwę. Foremki odkładamy na noc do zaschnięcia, najlepiej w ciemne i chłodne miejsce, ale nie do lodówki.
Następnego dnia, delikatnie, przy pomocy wykałaczki oddzielamy czekoladową foremkę od silikonowej. Foremki czekoladowe napełniamy kremem malinowym.

Krem malinowy:
  • 100 g malin ( ja użyłam mrożonych, które rozmroziłam przed użyciem)
  • 3 łyżki cukru pudru
  • 100 ml śmietany kremówki (36%)
  • 70 g sera mascarpone

W misce ubijamy kremówkę, dodajemy resztę składników i miksujemy (na wolnych obrotach miksera) do uzyskania gładkiej konsystencji.

Górę babeczek posypujemy dojrzałymi pestkami granatu i delektujemy się rozpustnymi babeczkami czekoladowymi;)
Aby zrobić czekoladowe napisy, gorzką czekoladę roztopiłam w kąpieli wodnej a następnie przelałam ją do rękawa cukierniczego zakończonego małą końcówką. Na papierze do pieczenia wypisujemy co tylko chcemy (pamiętajcie, że długie napisy mogą się łatwo połamać), odkładamy w ciemne i chłodne miejsce (nie do lodówki)  a następnego dnia  delikatnie oddzielamy je od papieru. 
 
Smacznego!!

 PODPIS

32 komentarze:

  1. Piękne maleństwa, a córa modelka jak się patrzy! Jeżeli mowa o Chłopakach, to świetny film! A teraz mi tu o Paryżu piszesz i ja znowu tam chce jechać...Co za miejsce! Mogłabym w Paryżu zjeść taki deser przy Chłopakach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maleństwa były pyszne a Julię uwielbiam fotografować, biedaczka czasami ma już tego dosyć ;)
      Cieszę się, że nie tylko ja kocham chłopaków ;) i Paryż i jedzenie ;)

      Buziaki!

      Usuń
  2. Paryż...kochany, piękny Paryż...spędziłam tam pół roku i rozumiem doskonale Twoje emocje i radość! :) Mam nadzieję, że po wyprawie zdasz relację z tego, co widziałaś, smakowałaś i przeżyłaś :) ściskam! Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorota jak ja Ci zazdroszę!!!!!!!!!!!!!!!!! W Paryżu byłam kilka lat temu i to był jeden z piękniejszych tygodni w moim życiu, dla mnie to będzie drugi raz dla Julii pierwszy ;) Kocham atmosferę tego miasta, ludzi, smaki, metro, Montmartre i całą resztę!!! Relacja będzie na bank!! :)

      Ściskam gorąco!!

      p.s. jeżeli przyjdzie Ci do głowy jakieś miejsce godne odwiedzin, którego na próżno szukać w przewodnikach, albo jakiś sklep, knajpka czy uliczka, napisz koniecznie :)

      Usuń
    2. Poza obowiązkowymi przystankami (Wieża Eiffla, Notre Dame, Opera, Sacre Coeur) jest kilka miejsc, o których się nie słyszy, a trzeba zobaczyć. Myślę, że obowiązkowym punktem wycieczki powinna być ulica rue Mouffetard (stacja metra Censier-Daubenton linia 7). Jest to zaczarowane miejsce, wąziutka brukowana uliczka pełna straganów z owocami i warzywami, serami, owocami morza, wyrobami regionalnymi i małymi knajpeczkami. Polecam przejść całą aż do Place de la Contrescarpe.
      Drugie obowiązkowe moim zdaniem miejsce to Parc des Bouttes Chaumont (stacja metra Bouttes Chaumont linia 7 bis). Jest to najpiękniejszy park w całym Paryżu! Trudno opisać słowami, trzeba się tam wybrać :)
      jak mi się jeszcze coś przypomni to dam znać :)

      Usuń
    3. Tak! jeszcze coś mi się przypomniało! Warto w ciągu dnia przejechać się linią metra nr 6 na odcinku Passy-Dupleix. Tam metro jedzie na zewnątrz i jest fajny widok z dość bliska na wieżę Eiffla przemykającą pomiędzy budynkami mieszkalnymi. Fajne wrażenie :)

      Usuń
    4. Kochana, czytam i mam ciary... Strasznie Ci dziękuję!!! O takie miejsca właśnie mi chodzi, pełne magii i takiej atmosfery, którą na próżno szukać w tych zatłoczonych przez turystów miejscach!!! Jak coś jeszcze wpadnie Ci do głowy pisz!!! Buziaki;)

      Usuń
  3. Z jednej strony zazdroszczę Paryża, z drugiej mniej. Zazdroszczę za kulinarne i wzrokowe doznania, to musi być niesamowite zobaczyć miasto będące inspiracją dla tylu ludzi. Z drugiej nie cierpię francuskiego języka, a Francuzi są znani z uznawania jego wyższości nad angielskim i podobno są czasem problemy w dogadaniu się tam w języku innym niż ich narodowy.. Ale trzymam kciuki (a może znasz francuski perfekcyjnie. :) ) i cieszę się, że będzie Wam dane spełnić to marzenie!!

    Moim marzeniem jest Szkocja. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jak to w końcu jest z tym angielsko- francuskim przypadkiem. Przed wyjazdem do Paryża też się naczytała i nasłuchałam, że angielskiego nie tolerują i nie używają. Jak bardzo się mylili Ci, co to pisali! Przynajmniej ja problemów nie miałam i cały czas posługiwałam się angielskim, bo po francusku mówiłam tylko dzień dobry i dziękuję :D
      Warto pojechać i się zakochać! Kochana, a poza tym olać języki! Dogadać się można nawet na migi! :)

      Usuń
    2. Kocham język francuski. Francuskiego uczyłam się 4 lata, ale jedyne co pamiętam to jakieś podstawy, kilka piosenek Edith Piaf i dialogów, których musiałam się uczyć na pamięć. Niestety nauczycielka zraziła mnie do nauki i dogadać się nie potrafię :( Ja mam po mojej pierwszej wizycie w Paryżu takie spostrzeżenia: jak się zgubiłam, albo kręciłam mapą na chodniku zatrzymywali się cudzoziemcy i oferowali pomoc, większość napotkanych Francuzów nie znała języka angielskiego, Francuzi są tak przystojni, że obawiam się zabierać ze sobą Artura, nie spotkałam się z fatalnym zachowaniem, wręcz przeciwnie pod Bazyliką Sacré-Cœur poznałam tylu przemiłych Francuzów a potem próbowaliśmy rozmawiać, siedząc do rana na schodach :) także to się chyba pozwoli zmienia, może tak samo jak z językiem angielskim wśród Polaków :) Poza tym mój przyjaciel jest Francuzem, także jak tu nie kochać Francji ;)
      p.s. Francuzi uwielbiają jak, nawet łamanym językiem, poprosi się o jedną bagietkę lub podziękuje za obiad :) ale my chyba mamy tak samo :)

      p.s. a Szkocja jest też na liście moich wymarzonych podróży!!!

      Usuń
    3. Tak o tym piszecie, że można się zauroczyć... :))

      Usuń
    4. Kochana tam trzeba pojechać!! także najpierw Szkocja a potem kierunek Paryż :)

      Usuń
  4. Ah jak tu rozpustnie! A co dopiero będzie w Paryżu ;-) Zamierzanie skosztować żabie udka? Pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Dybko żabie udka to nie!!! takie maleńkie nóżki, chyba nie dałabym rady!! Tym razem obieram kierunek na słodycze i jeszcze raz muszę wypić kawusię w dzielnicy Saint-Germain-des-Pres... jest tego tyle, że już wiem że dni nam zabraknie :(

      Pozdrawiam cieplutko!!

      Usuń
    2. Bawcie się dobrze :-)

      Usuń
    3. Dziękujemy !!!

      Usuń
  5. U Ciebie zawsze jest pysznie i pięknie, ale dziś to zaszalałaś naprawdę! Wpatruję się w Twoje zdjęcia i ślinka mi cieknie, mimo, że spałaszowałam malinowego muffina przed chwilą :)

    Zazdroszczę troszkę tym, którzy od zawsze wiedzą, co w życiu sprawia im największą przyjemność, choć samo odkrywanie też jest frajdą...

    Wydaje mi się, że Obie, z Julką idealnei pasujecie do Paryża, albo on do Was. A po powrocie to chyba zrobisz nam piękne kolorowe francuskie makaroniki? ;)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze ja chcę malinowego muffina!!! :)
      Po drugie dziękuję za docenienie babeczek ;) Babeczki dziękują za komplementy :)
      Jasne, że odkrywanie jest frajdą, nigdy nie poprzestaję na jednej przyjemności bo skąd do licha mam wiedzieć czy inne nie są bardziej przyjemne ;) i tak od salsy, flamenco, i innych dansów, poprzez fotografię, gotowanie, fitnessy, wizaże - przecież trzeba szukać swoich pasji :) Jasne, że niektóre pojawiają się w moim życiu tylko na chwilę a inne zostają na bardzo długo a może i będą ze mną do końca - i np. będę fitness babcią ;)

      Ściskam cieplutko!!

      Usuń
  6. trzymam kciuki za marzenia! deser obłędny, mój faworyt, powiem Ci tylko, że miseczki czekoladowe robiłam przy użycia baloników;) pokażę pewnie niedługo u siebie, ale wnętrze chyba zmałpuje z Twoich - mniaaaam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymaj Kochana!! Ja za Twoje również!!! Widziałam już te miseczki z baloników i wydawały mi się straszne ciężkie do zrobienia, ale postaram się powtórzyć za Tobą bo lubię takie eksperymenty :)A małpować ;) możesz co tylko chcesz ;)

      Buźka!

      Usuń
  7. Ale fajne, a napisy są przesłodkie pod każdym względem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) robienie foremek i napisów to była fajna zabawa :)

      Usuń
  8. O.... cudna ta rozpusta :)!Jeśli chodzi o sprawy językowe to wydaje mi się, że Francuzi nie lubią Anglików -ze względu na sąsiedztwo i historię- a nie osób mówiących po angielsku... Sympatyczni turyści wszędzie są mile widziani :)! Paryż jest piękny ...ale moje serce skradł Rzym:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;) Kurcze tak wiele ciepłych słów słyszałam na temat Rzymu a po obejrzeniu filmu "Zakochani w Rzymie" to jest kolejne miejsce, które chciałabym odwiedzić!!! Poza tym w mojej opinii język włoski to najpiękniejszy język na ziemi, a może raczej z wszystkich tych języków, które słyszałam ;)

      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że po zakończeniu pracy nad książką Ci się uda... bo naprawdę jest warto:)! Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Książka jest moim marzeniem, ale nie mamy określonego czasu na jej napisanie :) Póki co podjęłyśmy decyzję, że bardzo chcemy zrobić to razem, wiemy co chcemy w niej umieścić, jaka będzie, zbieramy materiały, pracuję nad przepisami... pracy jak lasu ;) a dzisiaj już sprawdzałam ceny biletów do Rzymu ;) cholerka drogo, poczekam na promocję, ale trafię tam na bank :)

      Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  9. też mam Paryż w kolejce ale musi jeszcze poczekać na swoją kolej, w kraju żabojadów najbardziej kusi mnie Prowansja ze swoimi małymi miasteczkami z kiermaszami serów i win, wieśniakami pozdrawiającymi przybyszów spod koła podbiegunowego i tą senną atmosferą prowincji, później Lizbona, Sevilla, Brugia... no jest co robić nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tak Prowansja z tymi ciągnącymi się polami lawendy.... małe lokalne winnice i okoliczni producenci serów!!! żyć nie umierać :) a potem Włochy i Toskania a to już jest dla mnie prawdziwy Raj ;)

      p.s. ale jaki Wojciech jest romantyczny ;) nice ;)

      Usuń
    2. Z każdą kolejną flaszką wina coraz bardziej, dekadencja, fin de siecle rozumiesz :) Toskania jest w porzo, z Florencji wspominam miło wieczorne szwendanie się po pustych uliczkach z nieodłączną flaszką wina ale po te toskańskie krajobrazy jak z Bertolucciego to trzeba dalej na południe jechać bo na północy sie czułem jak w rodzinnych Beskidach - górki i krzaki zasłaniające wszystko :>

      Usuń
    3. Rozumiem... ;) mam tak samo :) Tak Toskania zdecydowanie południowa, ale Florencja także jest obowiązkowym punktem podczas mojej podróży!

      Usuń

Bardzo się cieszę, że odwiedziłaś/eś moją stronę. Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz po sobie znak w postaci komentarza :))

WYDRUKUJ PRZEPIS

PODZIEL SIĘ :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...